Transvulcania 2012, La Palma, tym razem z polskim udziałem

Transvulcania

Transvulcania

Jeszcze tylko parę dni do ultramaratonu Transvulcania! I to z Polskim udziałem Kasi Zając. Jest sobie taki konkurs tylko dla najtwardszych: 8500 zakumulowanych metrów wchodzenia pod górę na czas, wulkanicznymi ścieżkami, w gorącu i suchocie… Zeszłoroczny wbijający w podłogę rekord to 7,5 godziny(!!!). Tylko spójrzcie na mapę na stronie, a kto był na wyspie i widział, co to znaczy chodzić po palmeryjskich górach, i kto osobiście dostał zadyszki wychodząc do sklepu na róg po papierosy, zrozumie :) Większość ludzi odpada w drodze… niniejszym trzymam kciuki za tegorocznych ludzi-maszyn. W światku to duży i znany event, ale po tegorocznym plakacie i webie widać cięcia budżetowe :] Czytaj dalej

Lotnisko na La Palmie z perspektywy dzioba.

Zapinać pasy… Lądowanie na La Palmie okiem pilota :) Zgodnie z plotą ogólną, wśród pilotów lądowanie na La Palmie ma famę lądowania na lotniskowcu. Ładne zdjęcia i wypasiona reklama Condora. Pierwszy filmik fajniejszy jakiś takiś :)


Itaka lata na La Palmę

… długo przez polonię palmeryjską oczekiwany pierwszy lot – już 3 czerwca… :) Loty z Warszawy. Olé!

Rejs po Wyspach Kanaryjskich: Teneryfa, La Palma, El Hierro, La Gomera – raport pełny, całościowy

Ęgry Kanary, nasz rejs

Ęgry Kanary, nasz rejs

Teneryfa

Teneryfski księżyc delikatnie pieścił swą łuną wilgotny plastik pokładu, gdy z bagażami władowaliśmy się do portowego baru, celem konsumpcji paru kufli Dorady. Mała knajpka nie tylko przeszła test piwny, ale i test kalmarów, więc uznaliśmy, że Teneryfa odfajkowana i następnego dnia z rańca można opuścić port.

Nazajutrz teneryfskie słońce delikatnie muskało swymi promieniami wilgotny plastik pokładu, gdy władowaliśmy się weń z zaopatrzeniem żywnościowo-trunkowym. Adam i Ewa (wówczas jeszcze bez jabłka, węża i grzechu) + Monia popłynęli łódeczką do Santa Cruz de Tenerife, a my w międzyczasie oddajac się w bezlitosne i omylne ręce GPSa, po wielu kółkach, oddaliśmy wynajęty samochód i zrobiliśmy szybki sajtseeing.

Santa Cruz de Tenerife, Teneryfa

Santa Cruz de Tenerife, Teneryfa

Zahaczyliśmy o pchli targ, odbywający się co weekend w przybrzeżnej części miasta, ale powstrzymałam się od kupna jakże atrakcyjnych gadżetów, takich jak ładowarki do nokii z 1997 roku czy sedesu. Brakowało tylko używanych protez, a pewnie, jakby dobrze poszukać, to by się znalazły.

Wypłynęliśmy. Morze było całkiem spoko, a ja tylko modliłam się wewnętrznie, co by takie pozostało – po 2,5 miesięcznym rejsie po Morzu Północnym uważałam się za z lekka wyczuloną na fale powyżej 2 metrów. Płynęliśmy aż do wieczora, przy akompaniamencie grupki delfinów. Czytaj dalej

Raport nr 02, odcinek El Hierro. Test cierpliwości

port La Restinga, El Hierro

port La Restinga, El Hierro

Od 4 dni jesteśmy sobie utknięci na El Hierro, w La Restinga, porcie na chyba największym (acz uroczym) zadupiu, które można znaleźć na całych Kanarach – bądź co bądź to „koniec świata” był, zanim przeniesiono stąd pierwszy południk do Greenwich.

Wiatr i j*ne fale nie pozwalają na wypłynięcie, port jest tak mały, że nie ma wody ani prądu by podładować jacht, więc tak sobie koczujemy myjąc się w kranach barowych pod krytycznym okiem filipińskiej barmanki, znamy już wszystkich ziomków z okolicy (codziennie są ci sami, siedzą przy tych samych stołach, robiąc to samo). Nasze umiejętności survivalu pozwoliły wyczaić jedyne publiczne prysznice na wyspie – aby wykąpać się wśród choinek musimy przejechać 15km w jedną stronę i biada temu, kto zapomni mydła. Czytaj dalej

Rejs Ęgry Kanary, Raport nr 01

Przed odpływem

Przed odpływem

Marina La Palma, jacht Garañón, over!

Jakoś tak się wydarzyło, iż opiekuję się lingwistyczno-gastronomiczno-załatwianiowo-przewodniczo w rejsie po kanarach, w raźnym jachchie wypłynęło nas 6 polskiego chłopa i dziewcza, a w tej chwili, pisząc z Mariny na La Palmie, po długiej falistej drodze, jest nas już więcej, a obok dobił drugi jacht z Polakami. Przygarnęliśmy też polskiego wędrownika, który dziś wykonał 19345 kilometrów piechotą wokół Caldera de Taburiente (nota bene który poznał nas via la-palma.pl) a co będzie dalej, czas pokaże. Karmiliśmy żółwie, widzieliśmy delfiny, a teraz degustujemy wina. I póki mogę pisać, piszę ;) Over!

Pozdrawiamy: Monika, Ewa, Arek, Maciek, Adam, Aron i Kinga :) I pijemy Wasze zdrowie! To be continued.

Los Indianos, 2012.

Los Indianos 2012

Los Indianos 2012 przy pocztku Calle Real

Pamiętam moje pierwsze Los Indianos… to już 4 lata temu!  Przed pójściem nie wiedziałam zupełnie, co mnie czeka, nikt mi nic nie powiedział, natomiast zaufałam faktowi, że wszyscy mówili o tym dniu istotnie się jarając. Ale to był dopiero początek…

Był to, jak się okazało, specjalny zabieg, mający na celu wgniecenie mnie w fotel.

Polecono mi pójść do sklepu, a polecenie było proste – kupić białe ciuchy. No to przeleciałam w głowie moją szafę i powiedziałam, że po co kupować, przecież mam jakieś kremowe spodnie i koszulkę czy coś. Nie, nie, nie! Jak ja nic nie wiem o życiu! Ach, ci guiris. Czytaj dalej

Już za chwileczkę, już za momencik… Los Indianos, 20 lutego 2012

Los Indianos na placu hiszpanii

Los Indianos na placu hiszpanii

Gdyby ktoś zrobił statystyki częstotliwości słów wypowiadanych w ciągu 24 lutowych godzin na La Palmie, tuż po „cześć”, „dobrze” i „ñooooo” uplasowałyby się jeszcze „los indianos„. Podnieceniu zbliżaniem się najważniejszego dnia w roku towarzyszy najczęściej troska o to, czy aby akurat tego jednego dnia nie będzie padać. Tegoroczna wybitna susza rozwiewa tę wątpliwość i ludzie się po prostu radośnie jarają. A oto parę fotek coby ślinka pociekła: konkurs na najlepsze fotki z Los IndianosLos Indianos 2011, Stare fotografie z Los Indianos… :)

:)

:)


2 miesiące w 58 zdjęciach

Widok od środka

Jasnikia przy rio muerto. Widok od środka

Dopiero gdy człek wyrwie się ze swojej jednej rzeczywistości w drugą, potrafi spojrzeć innym okiem na rzeczy oczywiste. Przyjechawszy na Święta do Polski, przeglądam aparat fotograficzny i zadaję sobie pytanie – jakim cudem mi się wydawało, że ja nie mam o czym pisać? Jak to dobrze, że cykam ciągle fotki całego mego otoczenia, gdyby nie to, nie zdałabym sobie sprawy z tego, że przecież tyle się działo, stało.

Wybrałam ich parę, i jedna z drugą często nie ma przyczynowo – skutkowo wiele wspólnego. Do oglądania jako ścieżka dźwiękowa proponuję duet Świętej Świeżo Pamięci Cesarii Evory z Zielonego Przylądka oraz lokalnego, kanaryjskiego hmmm… barda? Poety śpiewanego? Pedro Guerra, nietykalna świętość i ikona dumy kanaryjczyka Czytaj dalej

Moplikiem se jado do Santa Cruz

Brakuje jeno modelki w czerwonym bikini, gąbki i piany

Brakuje jeno modelki w czerwonym bikini, gąbki i piany

Sytuacja oglądana z zewnątrz musiała przypominać nieco sceny wesołych upadków z kreskówek, gdy Walt Disney nie był jeszcze zamrożony,  gdy zasiadłszy  w skuter ruszyłam do przodu, a przynajmniej taka była moja intencja.  Mało to komfortowa sytuacja mając na uwadze, że mój kask model Orzeszek Ziemny stanowi ochronę, która w razie wypadku gwarantuje, że zamiast na 10 części, czaszka rozbije się jedynie na cztery, ale co tu dużo mówić, uśmiałam się z siebie.

Mój samochód zaliczył zgon, tym sposobem, po jakichś czterech latach, zasiadam na zapomniany niebieski skuter niczym na czarną klacz. Klaczy w końcu też nie działa licznik, a jeździ. Czytaj dalej

Do Los Indianos pozostało jeszcze 0 dni

Bądź na bieżąco

Wpisz swój e-mail:

lub zapisz się na RSS:
  • Galeria

Lubię to!
Wielkie dzięki dla...
Hosting, servery, strony www Produkcja filmowa, teledyski